Męski punkt widzenia – Krzysztof K.A.S.A. Kasowski

 

Wokalista, autor, kompozytor, aranżer oraz producent większości swoich nagrań. Znany z takich przebojów jak Piękniejsza, Maczo, Każdy Lubi Boogie, Seks i Kasa. Współpracował m.in.z Marylą Rodowicz, Andrzejem Piasecznym, Kasią Klich i Funky Filonem. W nagraniach i koncertach towarzyszyli mu muzycy z Kuby, Meksyku i Senegalu a także wybitni polscy muzycy. Dziecko lat 70-tych.

Rozmawia: Małgorzata Williams

MW: Namówiłam Cię na rozmowę, aby poruszyć kilka tematów: o Twojej twórczości, relacjach, kobiecości i męskości. Zajmujesz się muzyką i śpiewaniem już 20 lat. Łączysz z powodzeniem różne style: klimaty latynoskie, muzykę raggae, elementy muzyki ludowej. Współpracujesz z wieloma artystami. Remiksujesz, bawisz się muzyką. Nie boisz się eksperymentować. Skąd pomysł akurat właśnie na takie brzmienia?
KKK: Z tego miksowania czerpię satysfakcję. Muzyka rozrywkowa jest bardzo przewidywalna, prosta i taka niestety przeważnie musi być, by znaleźć odbiorców. Jedyne co mnie ciekawi to mieszanie gatunków czy żartowanie z nich. A że to dosyć egzotyczne gatunki? To się wzięło z dwóch rzeczy: oprócz tego, czego słuchali moi rówieśnicy słuchałem również muzyki etnicznej w radiowej „dwójce” a później dużo mi dały moje wizyty we Francji i Wielkiej Brytanii na początku lat 90-tych, gdzie dużo słuchałem muzyki popularnej pochodzącej z byłych kolonii tych krajów.
MW: Urodziłeś się i mieszkałeś Kielcach. W jaki sposób świętokrzyskie korzenie miały wpływ na to, kim jesteś teraz?
KKK: Mentalnie jestem 100% Kielczaninem, choć moja rodzina ma inne korzenie. Myślę też, że muzycznie rozumiany jestem najbardziej w Kielcach. Chodzi o humor. Spotykam ludzi z Kielc, których nie znam i są tacy sami jak ja. Czyli coś nas tam tak ukształtowało, nie wiem, jakaś inna woda a może brak minerałów (śmiech)?. Myślę, że wyrobiliśmy sobie pewien dystans do opinii o nas, o naszym mieście, bo kiedyś była ona niepochlebna. Kielce były synonimem prowincji i poświęcił im swój wierszyk nawet Witkacy, patron miejsca w którym teraz jesteśmy. Natomiast obecnie Kielce są chyba modne, kilka znanych osób przeprowadziło się tu ostatnio. Może nie czytali Witkiewicza?
MW: Co może ludzi przyciągać do Kielc?
KKK: Nie jest tajemnicą, że Jan Nowicki osiedlił się u nas. Norbi też teraz mieszka w Kielcach, produkuje pączki razem z żoną, Radomianką. Trudno powiedzieć co ludzi tu przyciąga. Kiedy ktoś teraz przyjeżdża do Kielc, to widzi odnowione miasto, ładnie położone, takie troszkę nawet górzyste. Natomiast ja już za bardzo przyzwyczaiłem się do Warszawy i to jest jedyne miasto w Polsce gdzie mogę mieszkać.
MW: Słuchając Twoich utworów widzę bardzo wesołego człowieka.  Jubileuszowy hit na 20-lecie obecności K.A.S.A. „Życiem się cieszę” pokazuje, że cały czas jesteś zadowolony z życia…
KKK: Prywatnie tak, natomiast to nie jest tak, że ja cały czas jestem taki. W przeciwieństwie do Krzyśka Skiby, Tymona czy Norbiego (śmiech) ja po zejściu ze sceny nie lubię zbędnego zamieszania. Nie jestem też kimś, kto bez przerwy rzuca dowcipami, ale też nie jestem jakimś smutasem. Na co dzień jestem dość pogodny, ale nie jakiś radosny przesadnie. Wbrew pozorom nie lubię też być też w centrum uwagi. Pamiętam jak gościnnie wystąpił ze mną Michał Kwiatkowski i ja przez tę chwilę mogłem być na drugim planie: grałem na gitarze i śpiewałem chórki. To mi się bardzo spodobało. Oczywiście gdy zaczynałem grać, to lubiłem być liderem.
 
MW: Umiesz znaleźć złoty środek, jesteś pogodny. Czy jest coś, co Cię wzrusza?
KKK: Życiowe historie ale muzyka czasem też. Jak jestem na kacu, to zawsze płaczę przy piosence „Dzień mojego szczęścia” (El Dia De Mi Suerte) Hectora Lavoe. To brzmi trochę jak stara salsa więc kojarzy się z tańcem, ale to jest piosenka raczej uliczna i smutna. To historia młodzieńca, który pyta: „Dlaczego mnie to wszystko spotyka? Gdy byłem dzieckiem umarła matka, potem ojciec, zostałem sam, a teraz siedzę w więzieniu, a przecież nie zrobiłem nic złego. Dlaczego tak musi być? A wszyscy mi mówią: poczekaj chłopcze, dzień Twojego szczęścia jeszcze nadejdzie. Ale kiedy? Jestem już zmęczony czekaniem. Mam nadzieję, że stanie się to jeszcze przed moją śmiercią”
MW: Mówisz i śpiewasz  o szczęściu… Co sprawia, że czujesz się szczęśliwy?
KKK: Rodzina, przyjaciele, dobra pogoda, no i spokój. Wolę jak się niewiele dzieje niż jak się dzieje za dużo. Nie lubię pośpiechu, tej pogoni za czymś, jak tu w Warszawie. Bo ja nawet tutaj, w centrum stolicy, mam mnóstwo wolnego czasu, za niczym nie gonię i stać mnie na święty spokój. Gorzej z kasą za parking w Vitkac’u.
MW: Bycie szczęśliwym to piękna sprawa. Niektórzy mówią, że to jest właśnie sukces. Czy zdarzają Ci się sytuacje, kiedy miewasz gorsze chwile? Jak sobie z nimi radzisz?
KKKWypieram je z pamięci… Jak mi jest gorzej to staram się spotkać ze znajomymi, pojechać do Kielc. Udało mi się zachować znajomości sprzed niemal trzydziestu lat. Są to osoby z którymi mogę nie widzieć się bardzo długo, a jednak spotkanie ich powoduje taki rodzaj tonizacji. Dobrze jest cofnąć się i zauważyć, że nasze marzenia z przeszłości spełniły się kilkukrotnie. Na przykład moim marzeniem było granie i życie tylko i wyłącznie z muzyki. Nigdy nie były to pieniądze (wbrew mojemu pseudnimowi!) czy sława sama w sobie.
MW: Oprócz polskiej sceny bywasz też za oceanem. Czy poza pracą masz czas na pobycie wśród tamtejszych mieszkańców?
KKK: Jak najbardziej tak. Stąd właśnie znam utwory z rodzinnych stron mojej partnerki, czyli z Wenezueli, czy ogólnie Karaibów. Ostatnio jednak nie bywamy tam ze względu na niesprzyjające warunki polityczne i ekonomiczne choć bardzo tęsknię za Wenezuelą.
MW: Jakie widzisz różnice w relacjach pomiędzy kobietami a mężczyznami za granicą w porównaniu do naszych polskich realiów?
KKK: Ja akurat trafiłem do rodziny gdzie panuje matriarchat, Tam życie skupia się wokół kobiet i to one trzymają całą rodzinę. Mam wrażenie, że na Karaibach nie ma zbyt wielu odpowiedzialnych mężczyzn, kobiety mają dosyć wcześnie dzieci i muszą sobie radzić same. Co ciekawe, ta nieodpowiedzialność nie jest spowodowana jak często u nas alkoholem bo tam nie nadużywa się go… Lekkie piwo już od rana na plaży, po południu jakieś whisky czy rum. Ale bez przesady. Mężczyźni nie są agresywni, ale nie są słowni, lubią znikać na kilka lat lub na zawsze wychodząc na chwilę do sklepiku. Ojciec jednego mojego kolegi z Caracas jest po czterech rozwodach i znowu mieszka u mamy. Tak to jest, choć na szczęście w rodzinie mojej partnerki jest inaczej.
MW: Przyjrzyjmy się bliżej relacjom damsko-męskim. Lubisz kobiety. Przyjaźnisz się z nimi? 
KKK: Lubię  i przyjaźnię się z niektórymi, np. z tymi z którymi byłem ale nie widujemy się często, mamy już swoje życie. Mam też przyjaciółki z dzieciństwa, młodości. Takie, z którymi spędziłem tyle czasu, że jest między nami relacja bratersko – siostrzana. Traktuję je trochę jak kuzynki, bo nie mam rodzeństwa, a tego mi zawsze brakowało. Potrafię np. wyjść sobie z nimi na „babski wieczór”. Jestem tylko ja i one. Czasem jednak zapominają, że jestem z nimi i zaczynają rozmowy na przykład o męskiej anatomii – wówczas muszę je nieco strofować.
MW: Coraz rzadziej się pobieramy. Decydujemy się na tzw. wolne związki. Jak myślisz, co jest tego powodem?
KKK: Przyczyny są dwie: na pewno proces emancypacji i łatwiejszy dostęp do seksu, który sprawia, że czas „kawalerki” się wydłuża. Patrząc na kraje arabskie czy Indie: gdy jakaś dziewczyna podoba się mężczyźnie z jego kręgu, to musi się z nią ożenić. A jak chce seksu to może pójść do prostytutki bo nie ma innej opcji. U nas kiedyś też tak było. Teraz każdy żyje jak chce. Ekonomia też się zmieniła, kiedyś mężczyzna mógł utrzymać rodzinę, np. fryzjer czy kelner to były poważane zawody, z reguły dziedziczone. Teraz kobiety chcą albo wręcz muszą pracować. Mamy lepszy dostęp do wiedzy, edukacji, antykoncepcji. Dlatego kiedyś przegramy tę naszą „wojnę kulturową” o Europę bo kobiety z krajów rozwijających się ,około 30-tki mają już np. czworo dzieci.
MW: Czy dzisiaj instytucja małżeństwa ma jeszcze rację bytu? Jaka wg Ciebie jest recepta na udany związek?
KKK: Myślę, że tak. Małżeństwo jest w końcu aktem prawnym regulującym wiele kwestii. Zrozumie to ktoś, kto niespodziewanie trafi do szpitala czy więzienia. A na udany związek nie ma recepty. Trzeba się po prostu dobrze dobrać a potem starać się tego nie spieprzyć!
MW: Kobiety stały się bardzo samodzielne a mężczyźni chętnie ustępują swojego pola. Podkreślają, że skoro jest równouprawnienie, to kobietom wypada więcej, np. poderwać ich czy zaprosić na kawę. Czy typ dominującego „macho” odszedł już do lamusa?
KKK: Ja napisałem ten utwór [przyp. red. “Jestem macho”] jako żart więc nie wiem. Myślę, że każdy powinien być sobą. Jeżeli ktoś ma naturę dominującą w stylu macho (oraz wygląd) to nie będzie wiarygodny udając metroseksualnego faceta, bo mu to nie wyjdzie. Myślę, że naturalność jest najlepsza. I tu może pomóc show business, czyli zasada według której buduje się boysbandy: każdy z chłopaków specjalnie jest inny, żeby potencjalna fanka znalazła kogoś w jej guście.
MW: Obserwując relacje damsko – męskie: co Cię razi w zachowaniu kobiet i mężczyzn?
KKK: Na pewno nie lubię, jak kobiety palą na ulicy, a faceci za bardzo obnoszą się z rzekomym bogactwem. Przesadne operacje plastyczne również, bo ja czasami nie rozpoznaję dziewczyn. Jestem na przykład na bankiecie i nie wiem, czy już się witałem z tą dziewczyną, czy to zupełnie inna osoba tylko chirurga ma tego samego.
MW: Mężczyźni tęsknią za kobiecymi kobietami. Jaka właściwie ona powinna być?
KKK: Trzeba by się zastanowić, jakie w takim razie są męskie? Czy takie jak Marlena Dietrich w garniturze? To też jest fajne. Czy krótkie włosy? Nie wiem, mi się kobieta albo podoba albo nie. Może być kobieca lub bardziej męska, obojętnie. Może być nawet twardą, bezwzględną bizneswoman… Jak w filmach: zapracowana prawniczka ze spiętymi włosami, w okularach, taka trochę szara myszka…nie ma czasu dbać o siebie. Ale w sypialni zdejmuje marynarkę, okulary, wyjmuje z fryzury jakiś szpikulec, rozpuszcza włosy, uśmiecha się i nagle okazuje się, że to jest Scarlett Johanson.
MW: My kobiety także pragniemy męskich mężczyzn. Co dla Ciebie oznacza męski mężczyzna? 
KKK: Dzisiaj nie musimy używać siły fizycznej czy agresji, na którą jesteśmy zaprogramowani jak cały zwierzęcy świat. Myśmy ją powstrzymali ze względu na zbudowanie społeczeństwa z restrykcyjnym prawem. Agresja w świecie zachodnim, do którego póki co jeszcze należymy nie jest premiowana więc mężczyzna może być zniewieściały i będzie podobać się niektórym kobietom. Męskie są na pewno takie cechy jak niezależność, szybkość działania, determinacja, wzięcie odpowiedzialności za swoje decyzje.
MW: Czy masz inne pasje niż muzyka?
KKK: Próbowałem mieć (śmiech). Zawsze radziłem innym muzykom: miej odskocznię, może sport, łowienie ryb, a sam nigdy nie miałem innej pasji. A to niedobre, bo wówczas grozi nam szybsze wypalenie. Ludzie którzy pracują twórczo mogą mieć z tym problem. Ale są tacy twórcy, którzy nie mają. Tak jak Janusz Głowacki, który wstawał wcześnie rano i pisał np do 11.00, a potem miał wolne do wieczora i mógł już hulać. Albo Chopin, który również rano szybko walił jakiś utwór na kolanie i szedł od razu do wydawcy po 400 franków bo musiał mieć kasę na wyjazd z George Sand i malarzem Delacroix. A my się teraz modlimy do tych jego utworów za cztery stówki (mazurki sprzedawał po stówie) ale on był po prostu genialny i tyle. Mój były sąsiad Konwicki po obiedzie w Czytelniku spotykał się u Bliklego na kawę z Holoubkiem. Czyli kiedy on pisał? A jednak pisał i to sporo. Moja mama chciała, abym był historykiem sztuki. Musiałem chodzić po muzeach, oglądać setki albumów… Być może mógłbym być w związku z tym jakimś marszandem. No i literatura – też się znam, bo jestem z domu bardziej książkowego niż muzycznego. Biblioteka mojej mamy była bogatsza niż szkolna i publiczna razem wzięte. Może dlatego jestem taki mądry! (i skromny zarazem).
MW: W życiu zwykle każdy z nas ma przełomowe chwile, które albo umacniają nas w tym, kim jesteśmy lub kształtują nas na nowo. Czy miałeś taki moment w życiu?
KKK:  Na pewno były to wyjazdy na początku lat dziewięćdziesiątych, np. do Francji czy Anglii. Ja jestem z tego pokolenia dla którego wyjazd za zachodnią granicę był czymś wymarzonym. Jeździłem na zbiór chmielu, winogron, fasolek. Gdy wracałem miałem sporo pieniędzy i nie myślałem o szkole, tylko np. kupowałem instrumenty. Ale nie przywoziłem za dużo kasy, bo wydawaliśmy sporo na miejscu. Żal było pracować w fajnym kraju i nic nie zobaczyć. Będąc we Francji od razu odwiedzaliśmy też Hiszpanię i tam wydawaliśmy nasze ciężko zarobione pieniądze. A więc podróże, myślę, że to one były najważniejsze.
MW: Czy czegoś w życiu żałujesz? Co powiedziałbyś obecnym 30-to i 40-to latkom?
KKK: Doświadczenie jest nieprzekazywalne. Jakbym spotkał siebie samego o kilkanaście lat młodszego, to tamten dałby mi pewnie w gębę za próbę pouczania. Ileś tych błędów trzeba popełnić na własny rachunek. Ryzyko to jest cecha młodych ludzi. To, co ja wyprawiałem… Np. nie chciało mi się w nocy ronda objeżdżać, to jechałem środkiem przez klomb. Oczywiście w stanie kompletnego upojenia. Wydaje mi się jednak, że nawet złe doświadczenia kiedyś mogą punktować na plus. Pod warunkiem, że się przeżyje.
MW: Co chciałbyś jeszcze w życiu zrobić? Jakie masz plany na najbliższe lata?
KKK: Nie mam planów szczególnych. Chciałbym zrobić jeszcze kilka piosenek które się spodobają szerszej publiczności. Wróciłem też do grania na instrumentach.  To mój powrót do młodości. A więc dalej się rozwijam, a czy to ktoś doceni czy nie, jest mi wszystko jedno.
Zdjęcia: Magdalena Batkiewicz
Koszyk
Scroll to Top