Miłość w męskim wydaniu – Adam Dobrzyński

,,,

Miłość w męskim wydaniu – Adam Dobrzyński

Dziennikarz muzyczny Polskiego Radia, krytyk, recenzent, blogger. Od 2013 roku związany z „Jazz Forum”, konferansjer, gospodarz dwóch cykli koncertowych w warszawskim Ośrodku Kultury „Oko”. Ma na swoim koncie dwie autorskie składanki płytowe „Muzyka Czterech Stron Świata”.

Rozmawia: Małgorzata Williams

Zdjęcia: Magdalena Bartkiewicz

Małgorzata Williams: obserwując Twojego bloga, profil na FB i działalność zawodową, odnoszę wrażenie, że jedyną Twoją kochanką jest muzyka…

Adam Dobrzyński: Ta kochanka jest bardzo wdzięczna i wierna. Ale jest bardzo wymagająca. Jeśli chcę ją dobrze znać – a wciąż się zmienia- muszę być na bieżąco. A, że jest zmienna jak każda kobieta, wymaga zaangażowania, trzeba poświęcać jej wiele czasu, czasem zarywać noce, jeździć po kraju a nawet świecie. Nie da się o niej zapomnieć, bo wciąż przyciąga. Jej piękno, delikatność, niepowtarzalność, jeśli czasem sięga do starych wzorców, jeśli ewoluuje ale poprzez pryzmat swoich inspiracji – mnie to nie przeszkadza. Podążam za nią. I wiesz co, ta miłość jest niezwykła, ona uwielbia być odkrywana i pokazywana dalej a ja wciąż bardzo tego pragnę. Nigdy nie spotkałem się z odmową, to bardzo ważne.

Ten związek jest niepodważalny, na dobre i na złe, nigdy mnie nie zawiodła, ja odpłacam jej tym samym, nigdy z niej nie zrezygnuję, nie zapomnę, nie zdradzę.

MW: Zaczynałeś pracę radiowca w Radiu Dla Ciebie. Potem była Jedynka, o której piszesz, że jest największym wyzwaniem. Dlaczego?

AD: Praca w Jedynce to nobilitacja. Zawsze o niej marzyłem. Maria Szabłowska, Paweł Sztompke, Zbigniew Krajewski. Tam zaczynał Marek Niedźwiecki i mój radiowy mentor Bogdan Fabiański. Gdy w 2009 roku przeszedłem na ul. Niepodległości z Myśliwieckiej 3/5/7, gdzie razem z Trójką swoją siedzibę ma RDC,  to jakbym zapukał „do niebios bram”. I tak było. Poza tym do 2012 roku w zasadzie moja kariera jako radiowca rozwijała się jak tornado. Wszyscy mi pomagali, dopingowali, doskonale współpracowaliśmy – tam nie ma żadnej konkurencji. Bo i na co i po co, każdy ma swoje pole muzyczne do zasiania nutkami (śmiech- przyp.MW). Zupełnie inaczej aniżeli na Myśliwieckiej. Byłem przekonany, że się tam spokojnie zestarzeję. Ale przyszło „nowe” i zaczęły się roszady, przetasowania. Najpierw pracę stracił Romuald Jakubowski, mój kierownik muzyczny, bezpośredni przełożony, który jako pierwszy w „dużym radiu” – bo tak mówimy w slangu radiowym o Jedynce, mi zaufał. To on zresztą zaprosił mnie do współpracy. Gdy wyrzucono mnie na bruk z dnia na dzień, zostałem bez środków do życia, załamany, zaskoczony i z małym dzieckiem do kompletu. Po kilku miesiącach „ucięło” mi się też dużo prowadzeń w RDC ale tam z jedną audycją na tydzień ostałem się do października 2014 roku. Na comeback na antenę radiowej Jedynki musiałem poczekać do czerwca 2016 roku.

Wiesz, zgodnie z przepisami i wymogami Polskiego Radia, żeby móc prowadzić audycje radiowe, w tym muzyczne, musisz zdać egzamin na kartę mikrofonową i tylko najwyższa kategoria „S”, upoważnia do takiej roli. A komisja składała się z samych sław, w tym Wiesława Molaka czy Andrzeja Matula, legendarnych głosów nie tylko Polskiego Radia. Spotkać ich, móc z nimi pracować – bo egzamin przeszedłem podobno jak burza, spotykać się na radiowej antenie – to najwyższy dla mnie honor i nobilitacja do ciągłego rozwoju.

MW: Co Cię „kręci” w pracy dziennikarza muzycznego?

AD: Kontakt z nieznanym. Czyli słuchaczami. Ich gustami. Próba sprostania ich różnorodności. W sensie, zaspokojenie ich. Gram różne muzyczne gatunki, czasem wymyślam audycję jak „Ale Jazz” gdzie grałem tylko muzykę jazzową a innym razem „Muzykę Czterech Stron Świata”, gdzie jazz zestawiałem z World Music, Etno i Folk. Ale gram też rock, mój ukochany rock progresywny, gotyk, dark electro, ale nie zapominam o country, muzyce pop, R&B, Soul i tak dalej. Niezwykłe jest to, jak reagują słuchacze, jak potem dostaję sms czy wpis na facebooku, z którego dowiaduję się, czy dobry obrałem trop muzyczny, czy warto, że poświęciłem czas antenowy tej konkretnej pozycji, zaprosiłem tego właśnie muzyka na wywiad. Mam z tego wielką radochę, bo w rzeczywistości kieruję się moją znajomością rynku muzycznego, wiedzą zdobywaną od ponad trzydziestu lat a słuchaczom to się po prostu podoba. Wciąż zaskakuję siebie, zaskakuję ich i myślę, że najlepszą zapłatą za te moje starania jest ich reakcja. I to, że nowa dyrekcja Polskiego Radia Dzieciom chce mnie w zespole i podarowała mi nowy czas antenowy. Zaczynam od Poniedziałku Wielkanocnego a potem środy i tak będzie co tydzień.

MW: Nawet twoje podróże mają charakter muzyczny. Jeśli nie jesteś na antenie to albo piszesz, podróżujesz, gotujesz, albo prowadzisz koncert. Czy w tak aktywnym życiu znajdujesz czas na pielęgnowanie relacji w realnym życiu?

AD: Mam dwie córki ze swoich związków, które bardzo kocham i każdy wolny czas i każda możliwość obcowania z nimi to priorytet. Starsza już dołącza do moich podróży, młodsza nawet nie wie co ją czeka (śmiech – MW). Pewno nie jest tak jak być powinno, książkowo a ja bywam jednak tatą weekendowym, niemniej jak się nie ma co się lubi… One mają swoje matki a mnie… mnie pozostała muzyka.

MW:Coraz więcej osób spędza czas na portalach społecznościowych. Wiele kobiet i mężczyzn częściej zaczepi znajomych przez messenger niż umówi się na telefon czy spotkanie. Jak myślisz, co powoduje, że niektórzy wolą kontakt wirtualny?

AD: A wolą? Wiesz to jest niejako wymuszone a może bardziej dostosowane do obecnych czasów i przez nasz codzienny pęd. W pracy, w autobusie, na imprezie, samo spojrzenie maślanymi oczami już nie skutkuje. Mężczyzna może być źle odczytany, nie może być bezpośredni a jego śmiałość w relacjach, zrozumiana by była w jeden sposób – podrywacz, zaliczacz, żadnej nie przepuści. I jeżeli trafi się taki egzemplarz, który nie przepuszcza… drogą wirtualną łatwo to zakamufluje. Poza tym rozmowa przez messanger i nawet wzajemna adoracja czy kokieteria wcale nie zostaną dziś źle odebrane czy sklasyfikowane. Jest to w dobrym tonie, odpowiedzieć, zareagować czy podtrzymać kontakt. A wielokrotnie to właśnie kobieta inicjuje kontakt zaczepi, „machnie łapką”, da jakiś tam sygnał do konwersacji. Irytuje mnie wulgarność, bezpośredniość z tak zwanymi chamskimi zalotami, ale wiejskie obyczaje przeniosły się na salony, i się panoszą. Widać to na Facebooku, widać na Instagramie, który kiedyś wyróżniała elitarność, zdjęcia były profesjonalne, temu służył a teraz jest tam wrzucany intelektualny odpad, prostota, zdjęcia z komórek zrobione w windzie, łazience, na backstagu, czy w ogródku.

Poza tym kontakt wirtualny jest banalnie prosty, przy odrobinie szczęścia fan komunikuje się bezpośrednio z ukochaną gwiazdą filmu bądź piosenki a co dopiero kolega może zaczepić po wielokroć mijaną na korytarzu pracy piękność. Najpierw wysłanie zaproszenia do grona znajomych a potem mimochodem umieszczane „lajki”, komentarze aż konwersacja. Albo rozmowa od razu… Ale czy ja jestem tu wyrocznią? Sam kontaktuję się z artystami, umawiam na wywiady poprzez messanger, ba, tak też pozyskuję kontakty do innych. Telefon to już wyższy stopień wtajemniczenia, spotkanie to już końcowy efekt działań wcześniejszych. Zobacz, prowadzę audycję interaktywne, stawiam na bezpośredni kontakt ze słuchaczami. Nigdy nie nagrywam audycji, zawsze są na żywo. Przerywam nawet wakacje, jeśli takowe raz na kilka lat mi się przytrafią by stawić się po tej drugiej stronie radioodbiornika. Uważam, że ta dyspozycyjność i obecność w radiowym świecie to wystarczające oddanie się drugiej stronie, pewnego rodzaju spoufalenie, gdy odczytuję na antenie opinie; pochwały czy krytykę, jakiekolwiek komentarze. Jest to w sposób jasno określony – bezpieczny i na linii – prezenter – słuchacz a i tak co pewien czas spotykam się z wyznaniem miłości i ofertami spotkań. Ostatnio psychofanka oferowała mimo posiadania męża i chyba czwórki dzieci, bardzo upojne spotkania w jej rodzinnym mieście, ale u szwagierki tak by mąż się nie dowiedział. Ale… podkreślała – ona i tak go już nie kocha, bo gbur, pije i jej nie szanuje. Prawdą też jest, że moim odbiorcą są głównie słuchaczki więc… ryzyko wzrasta.

MW: Obecnie wiele kobiet skarży się, że mamy kryzys męskości.  Uważają, że mężczyźni są dla nich za słabi, niezdecydowani i niesłowni. Zgodzisz się z tym?

AD: Pytać radiowca o punktualność czy słowność to jak strażaka zapytać o jego odwagę i determinację w ratowaniu ludzi. Te przymioty a może bardziej przywary to grzech młodych – coraz częściej. Ludzie „starej daty” nie znają niesłowności czy niezdecydowania, tym bardziej że w naszym kraju funkcjonował model głowy domu- to po wielokroć dawało mężczyźnie obowiązek bycia żywicielem rodziny, osobą od której bardzo wiele zależy. A to, że teraz mamy równouprawnienie, że kobiety stały się kierowniczkami, Paniami Dyrektor, Redaktor Naczelną czy szefową portalu internetowego dało w Waszym mniemaniu prawo do rządzenia – również poza pracą. Czyli w domu, w kontaktach damsko- męskich, to Wy ustalacie reguły, jak mają się internetowe relacje układać, podejmujecie decyzje w wyborze niani, szkoły dla dzieci, kiedy będzie czas na seks czy w ogóle go nie będzie, stałyście się silne, niezależne, dobrze zarabiające, samowystarczalne. Zaradnych kobiet boją się słabi mężczyźni, a że coraz częściej dzieje się to przy pomocy samotnego wychowywania ich przez matki, tylko silne charaktery zachowają animusz. A reszta to mamisynki, do czego ich rodzone matki w życiu się nie przyznają. I potem zwrotny komunikat od kobiety usłyszy niejeden delikwent, że niezaradny, niesłowny. Że jeden jeszcze się nie oświadczył – choć ona bardzo by chciała a drugi został odrzucony, bo ona chce robić karierę a o dzieciach teraz w ogóle nie ma mowy. Może po czterdziestce…

Wenus i Mars, XXI wiek plus wychowanie, to wszystko ma wpływ na nasze obecne relacje. I weź tu traf tę drugą połówkę… Bądź mądry…

WM: Kim wg Ciebie jest prawdziwy mężczyzna?

AD: Jest sobą…

MW: Jak czujesz się jako mężczyzna w obecnym świecie kobiet?

AD: Bardzo dobrze… Zdecydowanie na równi… Wy rodzicie dzieci a my dajemy im początek… tak było zawsze.

MW: Co dla Ciebie oznacza kobieca kobieta?

AD: Kobieca kobieta choć jest Panią Prawnik, szefową Agencji Nieruchomości, Dyrektorem Oddziału Banku czy prowadzącą wzięte biuro rachunkowe, będąc najlepszą w tym co robi, musi być empatyczna, czuła, delikatna, kobieca. To ja ją mam chronić a ona musi czuć się przy mnie bezpieczna.

MW: Czego Ci brakuje jako mężczyźnie w relacjach z kobietami na każdym etapie znajomości: od poznawania się (zakochanie) po związek dojrzały?

AD: Każda kobieta jak piosenka, jest inna. Każda potrzebuje czegoś innego, kwestia wyczucia, poznania jej. A zatem to jej może czegoś brakować i mam nadzieję, że o tym mi wówczas powie. Żeby to zmienić.

MW: Co spowodowało, że Twoje związki się kończyły?

AD: Może lepiej zapytać o to właśnie moje byłe kobiety? Ale wiesz co, ułatwię Ci. Stara zasada, do tanga trzeba dwojga, do miłości, do uczucia, do życia, do postrzegania świata poprzez związek czyli wspólnotę dwóch obcych wcześniej bytów, które powinny stać się jednym. Każde z nas powinno pozostać sobą ale widzieć potrzeby i obecność drugiego człowieka.

MW: Czego nauczyły Cię związki z kobietami?

AD: Być silnym, zorganizowanym. Nawet aż za bardzo.  Jestem tak poukładany, jak nigdy dotąd. Jestem innym człowiekiem, w którym przeszkadza mi tylko jedno – moja osobista wizja siebie podczas studiów, na których będąc na Polonistyce byłem rodzynkiem w grupie blisko trzydziestu dziewczyn. Dziś postępowałbym kompletnie inaczej. Romantyczna miłość nie może w dzisiejszych czasach przyćmić całego świata. A może i może, ale musi być odwzajemniana.

MW: Obecnie jesteś singlem. Jak się czujesz ze swoją samotnością? 

AD: W wieku czterdziestu lat chyba nie potrafię dostatecznie docenić owego luksusu, tak uważa wielu młodych. Nigdy nie byłem typem hulaki i taki pozostanę.

MW: Niektórzy mówią, że wolą żyć sami niż trwać w relacji, która się wypaliła. Może się też zdarzyć, że przez resztę życia nie znajdziesz właściwej osoby do dzielenia się chwilami. Nie boisz się samotności wiecznie trwającej?

AD: To tak jak mieć wizję, że własne dzieci o Tobie zapomną. A nie może tak się stać? To kwestia wychowania, że oddadzą mnie jako starca do przytułku? Myślę, że bardziej sytuacji w jakiej podejmuje się takie decyzje. Choć przecież nie mieszkam ze swoimi dziećmi to mnie może potem nie zamkną (śmiech – przyp. MW) Ale kto wie. Uważam, że niestety tak dużo pracując nie dożyję starości, więc problem rozwiąże się sam. Ale tak na poważnie, w dzisiejszych czasach każdy na swój sposób czuje się samotny, ja z moją nauczyłem się chyba współżyć choć – czasem wzajemnie się gryziemy… (śmiech – przyp MW)

MW: W jaką miłość wierzysz?

AD: W tę jedyną i do grobowej deski. Nawet teraz, mimo wszystko.

MW: Dziękuję za rozmowę.

O autorze:

Marketingowiec z pasją. Bierze udział w projektach społecznych.
Z zaciekawieniem zgłębiam tajniki relacji międzyludzkich.
Lubię rozmowy z inspirującymi osobowościami i doświadczanie życia. Przez obrazy, smaki, zapachy, dźwięki.

Dodaj komentarz

avatar

Udostępnij:

INSTAGRAM

NA BLOGU

Najbliższe wydarzenia

Ta strona korzysta z plików cookies. Zaakceptuj pliki cookies klikając w "Akceptuję pliki cookies". Dowiedz się więcej na temat plików cookies: Polityka prywatności


Warning: include_once(/home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-fastest-cache-premium/pro/library/lazy-load.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-fastest-cache/inc/cache.php on line 710

Warning: include_once(): Failed opening '/home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-fastest-cache-premium/pro/library/lazy-load.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php/p72/lib/php') in /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-fastest-cache/inc/cache.php on line 710

Fatal error: Uncaught Error: Call to a member function lazy_load() on null in /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-fastest-cache/inc/cache.php:713 Stack trace: #0 [internal function]: WpFastestCacheCreateCache->callback('<!DOCTYPE html>...', 9) #1 /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-includes/functions.php(4339): ob_end_flush() #2 /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-includes/class-wp-hook.php(286): wp_ob_end_flush_all('') #3 /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-includes/class-wp-hook.php(310): WP_Hook->apply_filters('', Array) #4 /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-includes/plugin.php(465): WP_Hook->do_action(Array) #5 /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-includes/load.php(954): do_action('shutdown') #6 [internal function]: shutdown_action_hook() #7 {main} thrown in /home/malgosya/domains/humanclinic.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-fastest-cache/inc/cache.php on line 713